Pedagogika Porady i przepisy

Listy od czytelników. „Wszystko wybrali sami, a ja nie miałam nic do powiedzenia. Teraz domagają się dozgonnej wdzięczności”

Na naszą skrzynkę mailową dotarło ostatnio sporo listów od Was, Postaram się po kolei rozprawić z problemami w nich opisanymi. Na pierwszy ogień pójdzie problem czytelniczki Anety z Wrocławia, od której mąż i jego rodzice wymagają dozgonnej wdzięczności za urządzenie mieszkania, w którym zamieszkała z mężem po ślubie.

„Szanowna pani Redaktor

YT

Piszę, bo nie potrafię sobie poradzić z emocjami, jakie wywołuje we mnie mieszkanie, w którym obecnie mieszkam z mężem. Czuję się tam jak gość, a nie gospodyni. Mam na imię Aneta i nie chce mi się żyć…

Gdy byliśmy z Sylwkiem przed ślubem, narzeczony kupił mieszkanie na kredyt, który de’facto spłacamy teraz razem, ale nie w tym rzecz. Mieszkanie nadawało się do remontu, więc należało oczyścić i odmalować ściany i sufity, wymienić okna i drzwi i wszystko kupić nowe – począwszy od mebli, przez oświetlenie, po urządzenie kuchni i łazienki.

Cieszyłam się, bo uwielbiam wybierać panele, kafelki żyrandole i firanki. Kocham urządzać pomieszczenia, dobierać kolory ścian i mebli, nie mówiąc o dodatkach w stylu rolety, naczynia, sztućce, czy ozdobne poduszki. Niestety moja radość nie potrwała długo. Problem polegał na tym, że mieszkaliśmy w różnych miastach, a ze względu na pracę, mogłam tam pojechać dopiero po południu. Zawsze, gdy już tam docierałam, zdawałam sobie sprawę z tego, że znowu coś ważnego mnie ominęło…

Dobór koloru ścian, żyrandol, styl i kolor drzwi, czy kafelki do kuchni – wszystko bez konsultacji ze mną wybrał mąż ze swoją mamą, która kierowała się własnym gustem. Niby spoko, bo wiele miałam z głowy, ale bardzo chciałam uczestniczyć w tym wszystkim, bo przecież to ja z Sylwkiem miałam tam mieszkać, prawda? 

Na początku byłam zachwycona wystrojem, jednak patrzyłam na wszystko oczami odwiedzającego muzeum turysty, który karmi oczy czymś, czego nigdy wcześniej nie widział ‚na żywo’. Potem dowiedziałam się, że źle pielęgnuję bogato zdobione kafle w kuchni, nie dbam o śnieżnobiałe drzwi między pomieszczeniami, bo nie wycieram ich codziennie, używam złej strony gąbki do mycia kuchenki, bo przecież zaraz porysuję, a – jak wiadomo – nie kupiłam jej. Niestety okazało się, że najbardziej „osobiste” elementy wystroju wybrali rodzice Sylwka, bo postanowili nam to wszystko sprezentować z okazji ślubu. 

Mężowi było wszystko jedno, ale nie mi. Jestem wdzięczna za tak hojny prezent, jednak gdybym mogła także wyrazić swoją opinię, w czym chcę zasypiać i budzić się co rano, czułabym się jak u siebie. Niestety próby rozmowy na ten temat z Sylwestrem w trakcie remontu i urządzania kończyły się kłótnią i krótkim stwierdzeniem: powinnaś być wdzięczna…

Niestety słyszę to za każdym razem, gdy mówię o stole w jadalni, który – choć piękny – szybko się niszczy, gdy szwagierka odwiedza nas z synkiem jeżdżącym po wszystkim samochodzikiem, albo gdy Sylwek położy na nim gitarę, bez podłożenia chociażby ściereczki.

Gdy przykrywam go obrusem, Sylwek się złości, że go przykrywam, a od talerzy i kubków ma go chronić bambusowa mata, na której nic nie stoi stabilnie, ale przecież super wygląda! 

Mam dosyć już wypominania, że powinnam być wdzięczna, ciągłego chodzenia na paluszkach wokół mebli, które nie są moje, a gdy przypadkowo coś uszkodzę – na przykład przy sprzątaniu słyszę, że dewastuję mieszkanie, za które nie zapłaciłam… Jednak kredyt spłacamy razem, razem utrzymujemy mieszkanie, razem opłacamy rachunki i kupujemy jedzenie… Dlaczego zatem ciągle słyszę, że powinnam być wdzięczna…?”

Droga Aneto, znalazłaś się w dość trudnej sytuacji, gdyż we własnych pieleszach domowych nikt nie powinien się czuć jak gość. Moim zdaniem powinnaś stanowczo porozmawiać z mężem i przedstawić mu swój punkt widzenia, ale nie powinnaś w mojej opinii na tym zakończyć. Powinien mieć czas na przemyślenie tematu i ustosunkowanie się do tego, jednak nie pozwól, by kazał Ci na to wszystko czekać całe tygodnie.

Jeśli zauważysz, że coś w mieszkaniu jest do wymiany lub przemalowania, nie daj się spławić i udajcie się do sklepu razem, ale bez teściów oczywiście. Podejmujcie decyzje razem, a jeśli mimo znajomości twojego zdania, mąż zaciągnie z Wami też swoją mamę na Wasze zakupy, trzeba się nad tym głęboko zastanowić…

O tym pisałam ostatnio: Ivan Komarenko publikuje ważną wiadomość do swoich sympatyków i fanów. Jego patriotyczna działalność zasługuje na uznanie

Zerknij tutaj: Absurdy koronapaniki mnożą się, jak grzyby po deszczu. Coraz więcej ofiar pandemicznej paniki i świadków przerywa milczenie

Warto rozmawiać: Media obiegła tragiczna wiadomość. Rośnie liczba samobójstw wśród nastolatków

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: